Trasa Wyprawy

WSTEP

Podróz do Indii tlila mi sie w mojej swiadomosci od ok. 10 lat. Do wyprawy zachecila mnie znajoma z okresu studiów.

Ponizej umiescilem praktyczne informacje, które pomoga wam w organizacji wyjazdu na subkontynent.

W opisie czesto podaje ceny w indyjskich (IRP) lub nepalskich (NRP) rupiach. Orientacyjne kursy wymiany: 1 USD - 45 INR - 72 NRP, 1 PLN - 12 INR - 20 NRP

DELHI

Do Delhi polecielismy Aeroflotem (bilet powrotny 2100zl). W sumie lot trwal ok. 7-8 godzin z przesiadka w Moskwie. O 3 w nocy wyladowalismy na lotnisku Indiry Gandi. Po opuszczeniu samolotu poczulismy delhijski smog.

Na lotnisku musielismy wypelnic 'Immigration Declaration' - kupe pisania bez sensu. Po dokonaniu formalnosci paszportowych zamówilismy taksówke pre-paid do Hotelu Anoop.

W koncu, ok. 5 rano bylismy w hotelu. Dostalismy dwuosobowy pokój z lazienka, ciepla woda i telewizorem za 350 IRP. Byla to najwyzsza cena jaka zaplacilismy w Indiach za nocleg.

Hotel Anoop znajduje sie na terenie Main Bazar. Po waskich uliczkach bazaru ludzie, krowy, motory, riksze i samochody poruszaja sie wzdluz ustawionych kramów z róznego rodzaju towarami.

Po pierwszym kontakcie z 'hinduska ulica' pojechalismy riksza ( 40 IRP) do National Museum.

Muzeum Narodowe prezentuje historie Indii od epoki brazu po XX wiek.

Po 2 godzinach zwiedzania solidnie zglodnielismy. Na obiad udalismy sie do przyzwoitej hinduskiej restauracji. Pierwszym miejscowym posilkiem bylo oczywiscie wegetarianskie thali.

Kolejny dzien poswiecilismy na zalatwianie formalnosci zwiazanych z podróza do Nepalu. Kupno biletu lotniczego z Delhi - Kathmandu - Waranasi zajelo ok. 3 godzin i odchudzilo portfel o prawie 250 USD. Reszte dnia spedzilismy na spacerze po New Delhi. Wieczorem wykupilismy wycieczke objazdowa po Delhi (100 IRP).

Nastepnego dnia z samego rano dolaczylismy do turystów z róznych rejonów Indii i kilku 'bialasów'. Wycieczka zaczela sie od zwiedzenia swiatyni hinduskiej.

Po zwiedzeniu swiatyni zafundowano nam przejazd autokarem po New Delhi. Z okien autobusu ogladalismy dzielnice ambasad i domy miejscowych bogaczy.

Pózniej pojechalismy do mojego ulubionego zabytku w Delhi (w zasadzie kilkanascie kilometrów od Delhi) - Qutab Minar. Muzulmanski kompleks z XIII wieku z 72 metrowa wieza - Qutab Minar.

Na koniec zawieziono nas do wspólczesnej swiatyni Lotosu.

W miedzy czasie organizatorzy wycieczki zafundowali nam wypad do miejscowego centrum handlowego z hinduskimi tekstyliami, bizuteria i pamiateczkami.

Ostatni dzien poswiecilismy na zwiedzanie Old Delhi.

Zaczelismy od Red Fortu ( 2 USD). Budowla robi znacznie lepsze wrazenie z zewnatrz niz wewnatrz.

Pózniej udalismy sie na bardzo meczacy spacer waskim ulicami Old Delhi. Dzielnica jest bardzo halasliwa, zatloczona i brudna. W czasie spaceru zwiedzilismy swiatynie sikhijska i Jama Masjid.

Nastepnego dnia z samego rana pojechalismy taksówka na lotnisko. Tym razem zaplacilismy 170 INR + tip dla kierowcy. Po przejsciu skrupulatnej procedury bezpieczenstwa wylecielismy z Delhi.

NEPAL

Lecac do Nepalu z samolotu moglismy podziwiac panorame Himalajów. Szkoda, ze zachmurzone niebo przeszkadzalo w pelni delektowac sie tym widokiem.

W Kathmandu czekala na nas przykra niespodzianka. Wiza zamiast 15 USD kosztowala 30 USD. Taksówka (2USD) pojechalismy do hotelu Pacifist. Wynajelismy pokój z lazienka i ciepla woda za 250 NRP.

Poszlismy na pierwszy spacer po stolicy. Bardzo szybko okazalo sie, ze Kathmandu to 'cywilizacja' w porównaniu z indyjskim syfem.

Wieczorem przygladalismy sie uroczystosci religijnej w czasie której zabito i rozebrano wola. Po upieczeniu byl jedzony z ryzem przez wiernych.

W czasie pierwszego spaceru po stolicy spotkalismy Marka. On i jego dziewczyna byli na rocznym objezdzie po Azji. Z Polski dostali sie do Indii droga ladowa. Umówilismy sie na wspólny obiad. Bylem bardzo zaskoczony gdy na obiedzie zjawilo sie 6 osób z Polski.

Na obiad jedlismy potrawy tybetanskie. Wysmienicie smakowaly mi pierozki z wkladem z baraniny i tybetanskie piwo z prosa Tungba. Zwiedzajac Nepal koniecznie musicie je spróbowac.

Jedzenie w Nepalu bylo dla mnie wysmienite, ludzie sympatyczni i mniej natarczywi niz Hindusi. W trakcie kilkudniowego pobytu próbowalismy róznych potraw. Wszystkie smakowaly wybornie. Szczególnie wspominam pierozki, stek z baraniny i tutejsze zupki. W restauracjach placilismy za dwudaniowy obiad ok. 200 NPR. Potrawy w Nepalu znacznie bardziej przypadly mi do gustu niz kuchnia indyjska.

W kolejnym dniu zwiedzalismy Kathmandu. Wspaniale swiatynie buddyjskie sa prawie na kazdym placu miasta.

W Kathmandu warto zwiedzic Swiatynie Malp(Swayambhunath Stupa).

Drugi tydzien wakacji rozpoczelismy pobudka o 6 rano. Pojechalismy do Bhktapur busikiem za 10 NPR. Jednak wejscie do miasta kosztowalo 10 USD. Ale warto wydac te pieniadze. W centrum jest kilka niezwykle interesujacych swiatyn buddyjskich.

Z Bhaktapuru pojechalismy za kilka NRP do Patanu. Za wejscie na Durbar Square zaplacilismy 20 NPR. Przy czym pieniadze zbieraja tylko przy glównym wejsciu. Wystarczylo obejsc troche plac zeby dostac sie za darmo. Glówny plac miasta robi niesamowite wrazenie. Na malym obszarze jest zgromadzona ogromna ilosc budynków sakralnych, w tym 2500 letnie stupy.

Wracajac busikiem trzeba uwazac gdzie wysiasc gdyz busiki omijaja Thamalu (turystyczna dzielnica w Kathmandu) i kieruja sie do odleglych dzielnic.

Nastepnego dnia wyruszylismy w Himalaje. Niestety to tylko zart. Niemniej jednak byl to piekny dzien w górach z dala od miejskiego gwaru. Pojechalismy panstwowym autokarem do Nagarkot (2100 m npm). Z turystycznej miejscowosci roztacza sie zapierajacy dech w piersiach widok na osniezone szczyty Himalajów. Udalismy sie równiez na kilkugodzinny spacer po okolicznych wioskach.

Dobiegl konca kilkudniowy pobyt w Nepalu. Na lotnisku dostalismy sie taksówka (3 USD). W hali odlotów krecilo sie wiecej ubeków niz turystów. Przy opuszczeniu Nepalu trzeba bylo zaplacic kolejne 11 USD. Strasznie wkurzyli mnie oplatami administracyjnymi, lacznie 41 USD (30 za wize i 11 przy wyjezdzie z kraju). Mysle, ze rzad Nepalu jest na dobrej drodze, zeby nasladowac wielkiego brata i pobierac haracz 100 USD + odciski palców. Cóz musza za cos utrzymywac tych ubeków i kupowac amerykanska bron dla armii. Na lotnisku bylem 4 razy przeszukiwany. Przechodzac przez kilka bramek musialem wyjmowac portfel, zdjac zegarek i nawet pasek od spodni. W tym zakresie nie bylem w zaden sposób wyrózniony. W koncu wsiedlismy do samolotu. Z okien ponownie podziwialismy Himalaje i po godzinie lotu wyladowalismy w Waranasi.

WARANASI

Z lotniska pojechalismy autobusem (35 IRP) w okolice dworca kolejowego. W hotelu dostalismy pokój z lazienka i goraca woda. W Waranasi jest podobny syf jak w Delhi, ale naganiacze i kupcy mniej upierdliwi. Na ulicach widac mnóstwo pielgrzymów, którzy wypelniaja miejscowe swiatynie.

Wieczorem poszlismy do najblizszej ghaty obejrzec uroczystosc religijna.

Ten dzien zostanie w mojej pamieci na dlugo. Na poczatek krótkie wyjasnienie. Ganges jest swieta rzeka dla Hindusów, podobnie jak Waranasi - swietym miastem. Codziennie przybywaja tysiace pielgrzymów, zeby woda Gangesu zmyla wszelkie grzechy i przewinienia, a takze uzdrawia z róznych chorób i dolegliwosci. Wiekszosc ciekawych zabytków polozona jest w poblizu ghat, ale nie one robia najwieksze wrazenie. Jest to Ganges i jej znaczenie w zyciu Hindusów. Rzeka uwazana za ucielesnienie bogini Gangi wydaje sie byc bardzo istotnym elementów w zyciu wielu tubylców.

W Waranasi pali sie zwloki umarlych. Widzialem ten obrzed przy dwóch ghatach. - dziennie pali sie tam do 200 zmarlych. Dostep do Manikarnika jest utrudniony przez naganiaczy. Kieruja oni turystów do punktu obserwacyjnego, gdzie za stosowna oplata mozna przez chwile popatrzec na cala ceremonie. My trafilismy do Harishchandra, mniejszej i mniej popularnej ghaty. Dzieki temu moglismy siedzac na laweczce, kilka metrów od stosów sledzic caly obrzed.

Na dworzec pojechalismy stosunkowo wczesnie i dodatkowo pociag spóznil sie ponad godzine. Podróz do Satny przebiegla bardzo przyjemnie w klasie 2A.

KHAJURAHO

W Satnie zmienilismy srodek komunikacji na autokar. Po 4 godzinach jazdy dotarlismy do Khajuraho. Stosukowo szybko znalezlismy pokój z cieplym prysznicem po 150 IRP.

Po zwiedzaniu duzych aglomeracji miejskich Khajuraho robi wrazenie spokojnego i sympatycznego miasteczka. Glówna atrakcja Khajuraho sa 1000 letnie swiatynie. Bilet wstepu do najbardziej interesujacego kompleksu swiatynnego (tzw. zachodniego) kosztuje 5 USD.

Popoludniu wypozyczylismy rowery (20 INR za dzien) i pojechalismy zwiedzac pólnocne i zachodnie swiatynie oddalone kilka kilometrów od Khajuraho.

ORCHA

W drodze do Agry wybralismy sie na jednodniowa wycieczke do Orchy. Podróz zdezelowanym autobusem trwala ok. 5 godzin. W koncu dojechalismy.

Orcha jest to male, sympatyczne miasteczko z olbrzymim palacem otoczonym murem.

Poza palacem mozna obejrzec w Orchy kilka swiatyn. Jednak prezentuja sie one skromniej w porównaniu z tymi w Khajuraho. Z najwyzszego pietra jednej ze swiatyn roztacza sie przepiekny widok na palac i okolice.

Po zwiedzeniu Orchy pojechalismy w godzinach wieczornych na dworzec w Jhansi. Okazalo sie, ze nie mozna juz zarezerwowac sleepera na pociag do Agry, a II klasa jest z reguly bardzo zatloczona. Zostalismy zmuszeni, zeby zanocowac w miejscowych szemranym hotelu, za który zaplacilismy az 275 IRP. Po meczacym dniu zasnalem jak kamien.

AGRA

W rezultacie pojechalismy do Agry autobusem.

Ok. 15 dojechalismy do Agry. Szybko znalezlismy pokój z ciepla woda i lazienka po 150 IRP. Wczesnie poszlismy spac gdyz nastepnego dnia zamierzalismy obserwowac wschód slonca nad Taj Mahal.

Pobudka o 5 rano i poszlismy pod brame poludniowa. Za wejscie do Taj Mahalu trzeba zaplacic 5 USD + 500 IRP. Okazalo sie, ze poczatek dnia byl mglisty i wschód slonca nad swiatynia milosci nie byl niczym nadzwyczajnym. Dopiero o godzinie 10 rozpogodzilo sie i mauzoleum prezentowalo sie wspaniale w promieniach przedpoludniowego slonca. Z zewnatrz budynek jest piekny, duzo uroku dodaje mu symetria.

Po porannej dawce wrazen zwiedzilismy Agra Fort, kolejne 5 USD. Zostal zbudowany w XVI w. i stanowil mieszanke stylu muzulmanskiego, hinduskiego i mongolskiego.

JODHPUR

Pociag z Agry do Jodhpuru spóznil sie 6 godzin. W rezultacie na miejsce dotarlismy po 3 nad ranem. Wschód slonca witalismy na dworcu kolejowym - jednym z porzadniejszych w Indiach. Na dworcu mozna bylo wziac prysznic (5 IRP) oraz odpoczac na wygodnych kanapach w biurze turystycznym. Jednak nieprzespana noc bardzo mi doskwierala.

Dzien rozpoczelismy od wizyty w przepieknie polozonym na wzgórzu fortu Meherangarh (250 IRP). Zwiedzanie zorganizowano w bardzo profesjonalny sposób. Kazdy otrzymal walkmana z nagraniem opowiadajacym o forcie i jego atrakcjach.

Po forcie zwiedzalismy Jaswant Thanta (30 IRP) - mauzoleum i krematorium maharadzy. W Jodhpurze jest równiez ladny park, gdzie mozna w spokoju odpoczac od wielkomiejskiego zgielku.

JAISALMER

O 23.15 wyruszylismy pociagiem z Jodhpuru do Jaisalmeru. Byla to jedyny pociag, który wyruszyl i dotarl do celu punktualnie. Na miejscu bylismy o wschodzie slonca. Spalismy na terenie fortu. Okna naszego pokoju byly w murze fortecy zbudowanej w XII wieku.

Nastepnego dnia pojechalismy na safari organizowane przez biuro turystyczne (130 IRP). Jak to zwykle bywa safari mialo bardzo komercyjny charakter. Niemniej jednak pólgodzinna jazda wielbladem po pustynnych wydmach to wielka frajda.

BIKANER

Kolejnym etapem wedrówki byl Bikaner. Na miejsce dotarlismy autokarem. Nocleg znalezlismy w przyzwoitym hotelu po 250 IRP.

Centralnym punktem XV wiecznego miasta jest oczywiscie stare miasto i znajdujacy sie tam bazar. Halas i ogólny tumult towarzyszacy handlowi skutecznie zniecheca do dluzszych spacerów. Obejrzelismy bardzo ciekawa dzaninska.

Opodal starego miasta znajduje sie fort (100 INR wstep + 30 INR aparat fotograficzny). Junagarh Fort powstal w XVI wieku.

W innej czesci miasta znajduje sie obecna siedziba potomków maharadzy. Lalgarh Palace z XIX w. zostal podzielony na trzy czesci: rezydencje, hotel i muzeum. W muzeum (20 IRP) mozna obejrzec fotografie i inne pamiatki rodzinne maharadzy, czyli nic ciekawego. W sumie mozna sobie odpuscic zwiedzanie Lalgarh Palace.

DESHNOK

Polozony jest 30 km od Bikaneru. Przejazd riksza kosztuje 140 IRP, a panstwowym autobusem 20 IRP. Jedyna, ale jaka, atrakcja jest Karni Mata czyli XV wieczna swiatynia szczurów (20 IRP).

Po wejsciu do swiatyni roztacza sie niesamowity widok setek szczurów ...

JAIPUR

Zwiedzanie Jaipuru rozpoczelismy od palacu (180 IRP). Kolejny kompleks palacowy w stylu radzastanskim nie zrobil specjalnego wrazenia.

Interesujace jest obserwatorium astronomiczne.

W miescie wzniesiono w XVIII wieku Hava Mahal.

Nastepnego dnia pojechalismy do Amberu (50 INR i 25 INR za aparat fotograficzny). Majestatyczny fort polozony jest na wzgórzu. Robi wrazenie olbrzymiej i trudno dostepnej warowni.

I nadszedl czas na gwózdz programu. Za 100 INR odbylismy kilkunastominutowa przejazdzke na sloniu.

Wstęp po raz 2, czyli 13 lat później

Trzynaście lat po pierwszej wyprawie do Indii jadę z Moniką i Małgosią po raz drugi na hinduski subkontynent. Tym razem zmierzamy na południe. Mając w pamięci doświadczenia z pierwszej wyprawy oczekuję wielu wyzwań zarówno w kontaktach z tubylcami, jak i z kuchnią hinduską. Do Indii jest potrzebna wiza, którą tym razem można nabyć w Warszawie, poprzez specjalnie wyznaczoną przez ambasadę agencję turystyczną. Druga tańsza opcja, koszt ok. 50 USD, to wykupienie przez Internet promesy wizowej, którą przedstawimy służbom granicznym na lotnisku w Indiach. W obu przypadkach musicie wypełnić niekończące się ankiety, w których trzeba podać wszelkie możliwe wrażliwe dane osobowe. Wypełnienie dziesiątek rubryk trwa ponad godzinę. Później musimy zapłacić kartą debetową lub kredytową 48 USD (styczeń 2017 r.) plus ok 2 USD prowizji bankowej.

Na lotnisku w Mumbai procedura paszportowa jest bardzo sprawna, zupełnie jak nie w Indiach. Z paszportem dostarczamy wydrukowany dokument potwierdzający otrzymanie i opłacenie promesy wizowej. Przed wyjazdem do Indii należy pamiętać o wydrukowaniu emaila, potwierdzającego otrzymanie w/w promesy. Służby lotniskowe depczą nasze prawo do prywatności i pobierają odciski palców, jak od potencjalnych przestępców.

Na lotnisku jest kilka kantorów wymiany, ale oferują one takie same i niekorzystne kursy wymiany walut. Dodatkowo musimy zapłacić prowizję 300 INR. Niestety należy wymienić trochę kasę, żeby opłacić taksówkę do centrum Mumbai i ewentualnie pierwszy nocleg - posiłki. 20-50 Euro powinno być wystarczające. Transport z lotniska do Colaby, turystycznej dzielnicy w Mumbai kosztuje 700-750 IRN w taksówce pre-paid.

Mumbai

W Mumbai nocujemy w hotelu Holiday Inn Mumbai (nie ma nic wspólnego z siecią hoteli rodziny Paris Hilton) - email hameedameer.v(at)gmail.com. Nocleg zarezerwowaliśmy z polski via email. Trzyosobowy pokój z łazienką i śniadaniem kosztował 2 600 INR. Standard pokoju był ok i śniadanie smaczne. Hotel jest położony na skraju dzielnicy słynnych slamsów. Ponad 60% mieszkańców miasta żyje w ubóstwie. Przemieszczając się taksówką lub pieszo z hotelu w kierunku dzielnicy turystycznej obserwujmy w jak skromnych warunkach żyją mieszkańcy slamsów. Trzeba to zobaczyć. Można również wykupić wycieczkę po slamsach z przewodnikiem. Warto rozważyć tą opcje, tym bardziej, że część pieniędzy podobno idzie na pomoc biednym mieszkańcom. Trzeba zobaczyć slamsy z okna taksówki, samodzielnie spacerując lub w formie zorganizowanej.

Kolejnym punktem 'a must' jest pralnia Dhobi Ghat. Pracuje, mieszka tam kilka tysięcy osób. Do pralni można dojechać pociągiem - stacja Mahalaxmi railway station. Najlepszy, panoramiczny, widok jest z mostu nad torami, który prowadzi do wspomnianej stacji kolejowej. Na teren pralni za bardzo nie można wejść. Pojawiają się cwaniacy, którzy chcą kasy za oprowadzenie po ogromnym terenem. Są namolni i agresywni. Zapraszam do galerii zdjęć żeby zobaczyć namiastkę niesamowitego miejsca. Ostatnim miejscem, które można zobaczyć jest dzielnica Colaba. Chodząc po ulicach podziwiamy kolonialne budynki. Koniecznie trzeba zobaczyć Taj Mahal Hotel, pobliską Gate to India i dworzec kolejowy Chhatrapati Shivaji. Zwiedzanie warto rozpocząć wcześniej rano ok. godz. 7, dzięki temu możemy się delektować w miarę spokojnej atmosferze perełkami architektury kolonialnej. Później tłumy mieszkańców, miejski hałas i ruch uliczny jest tak męczący, że zwiedzanie zmienia się w koszmar. Gdy mam już dość miejskiego zgiełku warto pójść do muzeum Chhatrapati Shivaji Maharaj Vastu Sangrahalaya. Wstęp kosztuje 500 INR, ale warto poświęcić pieniądze, żeby zobaczyć zgromadzone eksponaty. Jeżeli traktujemy Mumbai jako miasto tranzytowe i nie zamierzamy spędzić w nim więcej niż kilka godzin w muzeum można zostawić duże plecaki na czas wizyty. Jeżeli nie zamierzamy nocować w mieście można odpłatnie zostawić plecaki w schronisku Salvation Army ( 50 INR za plecak).

Opcją wartą rozważenia jest również wizyta na Elephanta Island. Wstęp do jaskini 500 INR plus prom na wyspę. Jeżeli wybieramy się do Ajanta i Ellore można sobie odpuścić Elephant Cave.

Opuszczając Mumbai drogą lotniczą warto pamiętać, że taksówka na lotnisko powinna kosztować ok 500 INR, czyli znacznie taniej niż w odwrotną stronę. Podana cena dotyczy taksówki bez klimatyzacji.

Ellora i Ajanta

Punktem wypadowym do Ellory i Ajanta jest Aurangabad. Z Mumabai jedziemy nocnym autobusem - sleeper. Zamiast siedzeń w autobusie są łóżka o długości ok 185 cm. Dostępne są miejsca podwójne i pojedyncze. Bilet na nocny autobus kosztuje 900 INR.

Wypoczęci opuszczamy autobus o 07.30 i idziemy do hotelu Panchavati. Za pokój 3 osobowy z klimatyzacją płacimy 1 500 INR. Na parterze jest bardzo dobra restauracja, w której warto jeść zjeść zarówno śniadania, jak i obiady. Standard pokoju jest dobry, jedzenie w restauracji wyśmienite, ale extra płatne.

Po śniadaniu idziemy na przystanek autobusowy i publicznym transportem po 30 INR jedziemy ok. godziny do Ellory. Wstęp na teren kompleksu kosztuje 500 INR. Na terenie zwiedzamy buddyjskie i hinduskie świątynie wybudowane na przestrzeni 4 wieków : (600 -1000 AD). Najbardziej okazale prezentuje się Kailasa Temple (cave 16). Ale pozostałe budynki sakralne również są godne polecenia. W weekend Ellore zwiedzają tłumy Hindusów. W spokoju będziemy oglądać świątynie w czasie tygodnia, niepokojeni jedynie przez handlarzy pamiątek. Na zwiedzanie kompleksu potrzeba ok 5-6 h plus ok 2-3 h na przejazd. Do Aurangabad wracamy późnym popołudniem i końcówkę dnia poświęcamy na zorganizowanie transportu do Ajanta i biletu powrotnego do Mumbai.

Do Ajanta jedziemy wynajętą taksówką (1 600 INR za cały dzień). Kompleks jest położony w bajecznej scenerii i ma kształt podkowy. Świątynie zostały wybudowane od 2 do 6 wieku AD. Wstęp do kompleksu kosztuje 500 INR. Zwiedzanie zajmuje ok 4-5 godzin.

Bardzo polecam zarówno Ajanta i Ellore. Warto poświęcić 2 dni i spędzić dwie noce w sleeperze, żeby zobaczyć wspaniałe wykute przed wiekami w skałach świątynie buddyjskie i hinduskie.

Po dwóch dniach wracamy do Mumbai sleeperem, który tym razem kosztuje 670 INR. Sporo przepłaciliśmy za bilet do Aurangabad.

Varkala

Droga na plaże Varkali jest dwuetapowa. Z Mumbai lecimy samolotem do Trivandrum ( ok. 6 000 INR). W Trivandrum spędzamy jedną noc w hotelu Princess Inn (1 620 INR za 3-osobowy pokój z łazienką i śniadaniem). Cena nie jest dobra, ale po północy nie mieliśmy sił i możliwości żeby szukać tańszego noclegu. O poranku opuszczamy hotel i pieszo idziemy na dworzec autobusowy. Po kilkudziesięciu minutach wsiadamy do autobusy, którym jedziemy do Varkala (100 INR).

W nadmorskim kurorcie jest mnóstwo miejsc noclegowych. Miasteczko można podzielić na dwie części: północna - najbardziej rozrywkowa, południowa-idealna dla osób szukających ciszy i spokoju. Wybieramy południe, gdzie znajdujemy nocleg w hotelu Panchavati. Trójka z łazienką bez klimatyzacji kosztuje 900 INR. Późnym popołudniem pierwsza kąpiel w morzu lakshadiwskim czy jak wolicie po prostu w Oceanie Indyjskim.

Kolejne trzy dni spędzamy na pięknej plaży, którą z jednej strony otacza cieplutkie morze (25 stopni Celsjusza), a z drugiej malowniczy klif. Niestety przez większą część dnia nie ma cienia na plaży, a parasolki, które można wynająć są zbyt małe, żeby okryć cieniem nawet jedną osobą. Unikam słońca na plaży spędzając godziny w ciepłej morskiej wodzie. Kołysząc się wśród fal roztacza się przede mną piękny widok na plaże, clify i turystów, którzy lubią spędzać czas nad morzem w niekonwencjonalny sposób. Możecie zobaczyć to na filmie:

Poza kąpielami i plażowaniem na plażach Varkali koniecznie trzeba zobaczyć bardzo interesujące rytuały religijne, które hinduiści odprawiają na plażach. Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu z rytuałów:

Warto się również wybrać na spacer do Sri Shastha liczącej 2000 lat. Hinduska świątynia położona jest na wzgórzu. Na szczyt prowadzi kilkadziesiąt stopni. Tłumy pielgrzymów modlą się w akompaniamencie lokalnej muzyki, która jest grana na żywo przez lokalnych artystów. Niestety dostęp do świątyni dla innowierców jest bardzo ograniczony. Można oglądać ceremoniały religijne z progu budynku. Na szczęście swobodnie można przyglądać się modlącym Hindusom w małych kapliczkach na terenie kompleksu.

Średnio interesująca jest Black Beach. Maleńka plaża z czarnym piaskiem jest otoczona kamieniami. Plaża z czarnym piaskiem sprawia wrażenie brudnej.

Wieczorem można zrelaksować się w salonie masażu. Body massage polecam osobom, które czują się swobodnie nago. Intymne części ciała są zasłonięte jedynie wąskim papierowym paskiem o szerokości 5 cm. Koszt godzinnego masażu to 500 INR. Wchodząc do pokoju warto zwrócić uwagę na kamery. Niektóre panie wspominały o zamontowanych kamerach CCTV w pokojach przeznaczonych dla kobiet.

Wieczorami objadamy się rybami i owocami morza. Ceny za zestaw z soczkami kształtują się od 250 INR - 400 INR w zależności od rodzaju i wielkości dania. Na ulicach również można kupić soczki ze świeżo wyciskanych owoców, kokosy itp.

W Indiach byłem na plażach Varkali i Goa. Oczywiście warto odpocząć w obu miejscach, ale gdy czas czy plan wycieczki pozwala na odpoczynek w jednym z tych wspaniałych miejsc, polecam Varkala.

Karela backwaters

Z Varakli o poranku wyjeżdżamy rikszą (100 INR) na dworzec kolejowy. Pociąg do Kollam jedzie ok. 30 minut, a bilet w klasie SL kosztuje 120 INR. Za taksówkę z dworca na przystań płacimy 120 INR. O godzinie 10.30 wyruszamy łódką na 8 godzinną wyprawę kanałami backwaters, która miała się skończyć w Alleppey. Niestety w połowie drogi łódź się zepsuła i pozostały dystans do Alleppey pokonaliśmy autobusem. Kanaly Backwater są wspaniałe. Płynąc można obserwować malownicze i egzotyczne brzegi kanałów, codzienne życie mieszkających na brzegach kanału, łodzie rybackie i słynne chińskie sieci. Im bardziej wąski kanał tym ciekawsze obserwacje. Stąd najbardziej polecam wynająć małą łódkę na 3-4 godziny ( od 1000 INR) i delektować się wspaniałymi wrażeniami. Warto również przepłynąć większy dystans. Najtańszą i ciekawą opcją jest prom publiczny za kilkanaście rupii. Największy wypas to wynajęcie dużej łodzi na dobę lub dwie. W pakiecie jest nocleg, posiłki. Jednak za taką imprezę zapłacimy w tysiącach rupii. Jedną noc spędziliśmy w Alleppey. Za 3-osobowy pokój bez A/C i bez śniadania w hotelu KTC zapłaciliśmy 1 000 INR. W mieście na uwagę zasługuje pięknie zdobiona hinduska świątynia .

Cochin( Kochi)

Z Alleppey jedziemy do Cochin lokalnym autobusem (55 INR). Kierowca publicznego autobusu jedzie jak pirat drogowy. Bez przerwy używa klaksonu, wyprzedza na trzeciego, gwałtownie hamuje centymetry przed poprzedzającym pojazdem. Masakra. Szaleńcza jazda na niewiele się zdaje. Dystans ok. 50 km pokonujemy w dwie godziny.

Do Cochin docieramy w długi hinduski weekend. Bardzo trudno jest znaleźć nocleg i kupić bilet kolejowy lub autobusowy do kolejnej destynacji - Mysore. Chodzimy po mieście szukając noclegu. Cochin to miasto chrześcijan. Niemal na każdym skrzyżowaniu stoją kapliczki z krzyżem. Na domach umieszczone są napisy 'Kerala - God's own land'.

Po długich poszukiwaniach znajdujemy nocleg w Greenland Homestay prowadzonym przez chrześcijańską rodzinę. Za piękny pokój z A/C płacimy 1 200 INR.

W Cochin warto zobaczyć kościoły chrześcijańskie. Najładniejsze jest bez wątpienia katedra. Wchodząc do kościoła zdejmuje nie tylko nakrycia głowy, lecz również buty. Przed zwiedzaniem budynków sakralnych koniecznie sprawdźcie godziny otwarcia. Dotyczy to również synagogi w Cochin.

Warto wybrać się na spacer wzdłuż morza do Fort Cochin, gdzie zobaczymy w jaki sposób rybacy używają chińskich sieci do połowu ryb.

Wieczorem można wybrać się spektakl teatralny. Kathakali to tradycyjna hinduska sztuka, w której występują tylko mężczyźni. Grają oni również role kobiece. Piękne stroje wspaniale ucharakteryzowani aktorzy, gra mimiką twarzy i gestami czynią przestawienie jedynym w swoim rodzaju. Spektakl trwa ponad godzinę i kosztuje 300 INR. Można przyjść trochę wcześniej i zobaczyć jak za pomocą papieru, kleju i naturalnych farb są charakteryzowani aktorzy.

Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu z przedstawienia:

Kolejny dzień poświecimy na wizytę w Dutch Palace(5 INR), Synagodze (5 INR) i lokalnym bazarze. Miejsca te niewątpliwie warto zobaczyć.

Późnym popołudniem jedziemy taksówką do Ernakulum, skąd nocnym autobusem-sleeperem do Mysore.

Mysore

Z Cochin do Mysore jest ok. 270 km. Autobus potrzebuje 12 godzin, żeby przebyć ten zawrotny dystans. Warto pamiętać, że transport drogowy i kolejowy w Indiach jest bardzo mało wydajny. Niestety nie ma autobusów sleeper na tym odcinku. Męczymy się w tradycyjnym autobusie z klimatyzacją (800 INR).

W Mysore koniecznie trzeba zobaczyć imponujący pałac (200 INR). Zwiedzanie kompleksu zajmie kilka godzin. Niestety w środku budynku nie można robić zdjęć. Następnie udajemy się piechotą na bardzo klimatyczny bazar z owocami, warzywami, kwiatami i perfumami.

W Mysore sprzedaż mięsa jest zabroniona. Można kosztować jedynie potraw z kuchni wegetariańskiej. Wprawdzie nie zjemy schabowego, ale zupełnie legalnie zapalimy ziele w czasie zajęć, które mają przywrócić lub utrzymać równowagę duchową.

Hampi

O 19.00 opuszczamy, tym razem pociągiem w klasie 3AC, Mysore i jedziemy do Hopset. Miłym zaskoczeniem jest stan wagonu i zachowanie podróżnych. Na podłodze nie ma sterty łupinek po orzechach. W takich warunkach podróżowaliśmy 13 lat temu. Wszyscy pasażerowi dostali czyściutką pościel. Nie było żadnych kłótni o miejscówki. Jednym słowem zupełnie inne Indie. W tak komfortowych warunkach spałem 10 godzin. Rano dojeżdżamy do Hopset, skąd lokalnym autobusem (15 INR) jedziemy do Hampi. W wiosce można nocować po obu stronach rzeki, w części komercyjnej i zamieszkałej przez lokalną ludność. Wybieramy część lokalną. Kwater jest mnóstwo i ceny bardzo zróżnicowane. Za trzyosobowy pokój płacimy 1 000 INR. W Hampi, podobnie jak Mysore, nie można zjeść dań mięsnych.

W Hampi zwiedzamy dawne świątynie i budynki świeckie, których okres świetności przypadał na I połowę XVI wieku. Zabytki są rozrzucone na obszarze ok. 26 km. Potrzeba co najmniej 2 dni na zwiedzenie najważniejszych atrakcji. Większość zabytków jest dostępna za darmo. Jednak trzy najciekawsze obiekty są płatne. 500 INR musimy wydać na bilet combo, który obejmuje wspomniane trzy zabytki. Pamiętajmy, żeby nie wyrzucać biletu po zakupie. Trzeba będzie go okazać w trzech miejscach. Do przemieszczenia się między atrakcjami rozrzuconymi na dużym terenie najlepszym środkiem lokomocji jest rower. Trochę ruchu w 40 stopniowym upale nie zaszkodzi. Nie zapomnijcie o wodzie!!! Wypożyczenie roweru na cały dzień to koszt 100 INR. Moim zdaniem najbardziej atrakcyjna jest Vittal Temple. Do świątyni prowadzi malowniczy szlak, który częściowo pokonujemy rowerem, a częściowo pieszo. Niestety za wstęp do Vittal Temple należy zapłacić wspomniane 500 INR.

Jedno popołudnie warto spędzić na znajdującym się tuż obok wioski wzgórzu skalnym z ciekawymi budynkami sakralnymi. Ze wzgórza roztacza się piękny widok na zachodzące słońce. Pozostałe zabytki są również ciekawe i naprawdę warto zajrzeć do małej wioski o wspaniałych tradycjach. Na Hampi przeznaczcie 2-3 dni.

Palolam-Goa

Z Hampi, a dokładnie z oddalonego o ok. 20 km Hopset jedziemy autobusem sleeperm do Palolam. Podróż trwa całą noc. O 5 rano opuszczamy autobus na skrzyżowaniu oddalonym od nadmorskiego miasteczka o 3 km. Dystans pokonujemy pieszo. Na plaży czekamy na wschód słońca. O poranku jemy śniadanie i szukamy noclegu. Wybór wprawdzie jest duży, ale nasze oczekiwania na koniec pobytu również spore. Ponad godzinę krążymy po plaży w poszukiwaniu odpowiedniego bungalow. Problemem jest wielkość domków. Ogromna większość dostępnych bungalow jest przeznaczona dla dwóch osób, a my szukamy trójki. W końcu znajdujemy pięknie położone większe bungalow ok 30 m. od plaży. Koszt domku z tarasem, łazienką bez AC to 1 300 INR. Ośrodek Lacto Cressida Coco jest położony niedaleko plaży i tonie w zieleni. Wspaniałe i spokojne miejsca na kilkudniowy odpoczynek. W Palolam plaża jest piękna z drobnym piaseczkiem i palmami nachylonymi w kierunku morza. O poranku znajdziemy cień pod palmami. Wzdłuż plaży powstały restauracje, gdzie wieczorem można zjeść świeże ryby i owoce morza (ceny wysokie ok. 400-500 INR za danie). Taniej zjemy w miasteczku. Najbardziej opłaca się zamówić dużą rybę, którą zjemy we trójkę. Koszt ok 1000 INR.

PORADY PRAKTYCZNE

CIEKAWOSTKI






CommentsCancel Reply

Name
Comment